W piątek punktualnie o 21.00 po raz pierwszy zaświecił neon na Centrum Informacji Turystycznej przy katowickim rynku
Wypełnione gazem szklane rury zapaliły się jedna po drugiej, a na końcu dołączyła do nich wysoka na prawie trzy metry niebieska litera "i". Wczoraj punktualnie o godz. 21 po raz pierwszy zaświecił neon na Centrum Informacji Turystycznej przy rynku. W ten sposób do Katowic, kiedyś najbardziej rozświetlonego neonami polskiego miasta wróciło trochę dawnej magii.
Montowanie 15-metrowego neonu trwało prawie tydzień. Ostatnie obwody podłączano wczoraj rano. Wieczorem pod CIT spotkali się wszyscy ci, którzy przyczynili się do powstania neonu. W niebo poleciały korki szampana.
Akcję ponownego zneonizowania Katowic wymyśliło stowarzyszenie Moje Miasto. - Ten neon to dopiero początek! - mówi Dominik Tokarski ze stowarzyszenia. Trzy pierwsze neony zgodził się sfinansować katowicki magistrat.
Idealnie pasujący do pionowych podziałów elewacji budynku neon zaprojektowali za darmo najlepsi śląscy projektanci z architektoniczno-dizajnerskiej pracowni Code, a wykonała rodzinna neoniarnia założona przez Zbigniewa Łankiewicza, który tworzył katowickie neony w latach 70. Teraz prowadzą ją jego synowie, Michał i Miłosz. - Mamy nadzieję, że mieszkańcy miasta będą się umawiać pod neonem - mówią neoniarze.
Neon będzie gotowy na wrześniowe urodziny miasta
Na budynku, w którym funkcjonuje część wydziałów Urzędu Miasta i katowickie CIT, trwają prace nad instalacją pierwszego z zapowiadanych nowych neonów. Ma być gotowy na 144. urodziny miasta.
W końcu się doczekaliśmy. Katowice, nazywane niegdyś (głównie w latach 70. XX wieku) "miastem neonów" czy "Polskim Las Vegas" wracają do swej tradycji. Neonowa akcja prowadzona przez Stowarzyszenie Moje Miasto w swej pierwszej odsłonie opanuje stojący przy katowickim Rynku budynek, w którym mieszczą się wydziały Urzędu Miasta i Centrum Informacji Turystycznej.
Trwa instalacja szkieletu, na który będą się składać pionowe dwukolorowe pasy (w żółto-niebieskich barwach miasta), z umieszczoną pośrodku literą "i". Projekt jest dziełem katowickiej pracowni MOHO Design, finansowany jest ze środków miejskich. Ma być gotowy na 144. urodziny miasta, które w tym roku obchodzone będą 12 września.
Dwukolorowy neon zaświeci podczas 144. urodzin miasta
To pierwszy neon, jaki wkrótce opanuje miasto, ale nie ostatni. - Prace nad kolejnymi neonami są w toku. Jeden z nich zawiśnie nad wejściem do teatru Ateneum. Kolejny ma powstać dla kina Światowid, ale to stanie się dopiero po przejęciu placówki przez miasto - przyznaje w rozmowie z MM Silesią Dominik Tokarski z Stowarzyszenia Moje Miasto.
Już po urodzinach miasta zaplanowana jest wystawa poświęcona katowickim neonom. Odbędzie się 25 września w Rondzie Sztuki.
Niebieskie "I". Ależ Katowice będą miały neon 2009-08-31
Na fasadzie Centrum Informacji Turystycznej pojawi się wysoki na pięć pięter neon zaprojektowany przez najlepszych śląskich dizajnerów. Uroczyste odsłonięcie zaplanowano na 11 września
Neon będzie doskonale widoczny z katowickiego ronda. Ma zwracać uwagę i przyciągać ludzi do centrum miasta. Nie ma wątpliwości, że przynajmniej pierwsze zadanie uda się spełnić bez najmniejszych problemów. Neon będzie miał 15 metrów wysokości i 3 metry szerokości. Sama litera "i", międzynarodowy znak wskazujący na informację turystyczną, opleciona szeregiem wysokich świecących rur, będzie miała prawie 3 metry. Do tego wszystko ma być ruchome.
- Rury będą zapalały się kolejno od lewej do prawej, na końcu zapali się litera "i", chwilę pomiga, potem wszystko zacznie się od początku. Neony, z których słynęły Katowice przed kilkudziesięciu laty, były spektakularne, działały kolorem, ruchem, rozmiarem. Chcieliśmy nawiązać do tych wzorów - mówi Michał Biernacki, projektant znany z docenionego już na całym świecie katowickiego studia Moho Design i nowej pracowni architektoniczno-dizajnerskiej Code.
Pierwotnie neon na CIT mieli zaprojektować studenci katowickiej ASP. Specjaliści z Code postanowili zaproponować katowickiemu magistratowi własny projekt. Za darmo. - Jesteśmy stąd, zależy nam na tym, żeby Katowice się rozwijały. Poza tym od dawna interesowaliśmy się katowickimi neonami. Mam w pracowni stare zdjęcia przedstawiające Katowice. Ulica 3 Maja czy Warszawska robią na nich kolosalne wrażenie - mówi Biernacki.
Stowarzyszenie Moje Miasto, które akcję ponownej neonizacji Katowic wymyśliło, i urzędnicy katowickiego magistratu, którzy zgodzili się sfinansować jej początek, ostatecznie zdecydowali się na propozycję Code. - Myślę, że ten neon może stać się znakiem rozpoznawczym miasta - podkreśla Dominik Tokarski z Mojego Miasta.
Znak CIT-u powstaje w katowickiej neoniarni założonej przez Zbigniewa Łankiewicza, który tworzył neony dla Katowic lat 60. i 70. Aluminiowa konstrukcja, która będzie utrzymywać reklamę, jest już gotowa. Wczoraj rozpoczęto gięcie szklanych rur. - To będzie pierwszy taki neon od lat, jaki pojawi się w Katowicach! Jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale i tak się cieszę. Żal było patrzeć na Katowice bez neonów - mówi Łankiewicz.
Świetlny znak będzie kosztował około 30 tys. zł. Neon CIT-u to pierwsza z trzech takich świetlnych reklam, na których sfinansowanie zgodził się katowicki magistrat. Na dwie pozostałe, na teatrze Ateneum i na kinie Światowid, przyjdzie poczekać do przyszłego roku. - W tegorocznym budżecie nie mamy już na nie środków - mówi Marcin Stańczyk z biura prasowego magistratu.
Iwona Sobczyk
Neony sprawią, że Katowice nie będą ponure 2009-03-22
Stolica aglomeracji była kiedyś najbardziej rozświetlonym neonami miastem z Polsce. Znów ma tak być.
Na pomysł, żeby na nowo rozświetlić Katowice neonami, wpadło Stowarzyszenie "Moje Miasto". Zaraziło najpierw studentów z katowickiej Akademii Sztuk Pięknych, którzy na zajęciach pracowali nad projektami neonów dla Centrum Informacji Turystycznej przy Rynku, kina Światowid i teatru Ateneum. Idea przypadła do gustu także katowickiemu magistratowi. Do tego stopnia, że urzędnicy zgodzili się sfinansować trzy świecące reklamy. - Akcja podoba się nie tylko nam, spotkała się też z pozytywnym odzewem mieszkańców - podkreśla Waldemar Bojarun, rzecznik magistratu.
Najbliżej realizacji jest projekt neonu dla CIT. Prawie na pewno na elewacji zawiśnie żółto-niebieski drogowskaz. - Mamy już zgodę miejskiego konserwatora zabytków, czekamy jeszcze tylko na akceptację Komunalnego Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej, który administruje budynkiem - mówi Bojarun. Na neon miasto wyda około 9 tys. zł. Następny ma być neon dla teatru Ateneum. Będzie prostszy i tańszy (około 2 tys. zł). Nad wejściem do teatru zawisną splecione czerwone litery układające się w nazwę instytucji.
Najdroższy, ale i najbardziej oczekiwany jest neon dla Światowida. Może kosztować nawet 20 tys. zł. Stary szyld został zdjęty podczas modernizacji fasady kamienicy, w której mieści się kino. Nowy neon zaprojektowała Małgorzata Tatoj. Umieściła na nim zarysy postaci Marilyn Monroe, Charliego Chaplina i nazwę kina. Krój pisma nawiązuje do stylistyki lat 20. XX wieku. Neon ma być ruchomy, sukienka Marilyn będzie się podnosić jak w pamiętnej scenie ze "Słomianego wdowca". - Neon zamierzamy wpisać w kosztorys planowanej przez miasto modernizacji wejścia do kina - mówi Bojarun. Oprócz neonu Światowid ma zyskać atrium i kawiarenkę. Modernizacja rozpocznie się, kiedy tylko uda się dopełnić formalności i przejąć kino z rąk marszałka. - Sprawa ma zostać zamknięta w ciągu kilku tygodni - dodaje Bojarun.
Dominik Tokarski z Mojego Miasta cieszy się, że akcja nie skończyła się tylko na etapie pomysłu i pogaduszek na forach internetowych. - Zachęcamy kolejne instytucje do montowania neonów. Niedawno na superjednostce pojawiła się nowa świecąca reklama. Nie wiem, czy to odzew na naszą akcję, ale to dobry znak - mówi Tokarski.
Iwona Sobczyk
Katowice rozświetlone neonami jak Las Vegas
2009-01-21
W latach 60. i 70. Katowice nazywano miastem neonów. Stowarzyszenie Moje Miasto chce wrócić do tej tradycji. Pierwszy neon, zaprojektowany przez studentów ASP i sfinansowany przez miasto, ma zawisnąć w tym roku na elewacji Centrum Informacji Turystycznej przy Rynku.
"Pójdziemy sobie spacerkiem do ronda, wśród neonów i gwiazd, nasze miasto nocą wygląda pięknie jak żadne z miast" - śpiewał kilkadziesiąt lat temu katowicki aktor Jerzy Połoński. Katowice pod względem liczebności neonów biły wtedy na głowę wszystkie inne polskie miasta. Prawie każdy sklepik, nie mówiąc już o dużych domach handlowych, mógł się pochwalić taką reklamą.
- Pamiętam świecący imbryczek pykający parą na rogu 3 Maja i Stawowej, i zielony napis "Frykasy" na elewacji jednej z kamienic przy pl. Szewczyka. Jeszcze w latach 90. działały neony na dworcu kolejowym, świeciło się logo PKP i napisy na peronach - mówi Dominik Tokarski ze stowarzyszenia Moje Miasto, pomysłodawca akcji ponownego rozświetlenia Katowic neonami.
Do naszych czasów z dawnej świetności ocalało niewiele. Niektóre zepsute i zapomniane neony rozmontowali złomiarze, inne zostały zdjęte podczas remontów elewacji. Firmy, którym kiedyś służyły jako reklamy, już nie istnieją.
- Między innymi dlatego nocą centrum miasta wydaje się martwe. Świecące i migające neony dodawały przestrzeni ciepła, klimatu i witalności - mówi Tokarski. Zbiera dokumentację dotyczącą starych katowickich neonów. Wiele z nich to przykład świetnej polskiej szkoły wzornictwa tamtych lat. Dziś na ich miejscu wiszą seryjnie produkowane plastikowe szyldy. - Wszystkim się wydaje, że nad sklepem można sobie wywiesić byle szmatę. Przestrzeń publiczna jest zaśmiecona, bo zanikła świadomość i poczucie odpowiedzialności za nią - wzdycha Tokarski.
O to, żeby nowe neony dorównywały wcześniejszym stylowością, mają zadbać studenci wzornictwa Akademii Sztuk Pięknych. Gotowe są już wstępne koncepcje świecących reklam dla Centrum Informacji Turystycznej, teatru Ateneum i kina Światowid. Pierwszy budynek mógłby upiększyć umieszczony na rogu drogowskaz (projekt Julii Czingoń) albo opasujące fasadę strzałki, migające naprzemiennie, wskazujące na literę "i" (pomysł Marty Tuszkiewicz). Oba neony byłyby utrzymane w niebiesko-żółtej kolorystyce, odwołującej się do nowego logo miasta.
Przy bramie wiodącej do Światowida zawiśnie być może neon przestawiający Marilyn Monroe i Chaplina albo wykorzystujący nazwę kina i motyw taśmy filmowej. Najbliżej ostatecznej wersji jest neon Ateneum. Według projektu Agaty Szewczyk na fasadzie mają zostać umieszczone czerwone, splecione ze sobą litery nazwy. - Logotyp nawiązuje do sposobu pracy aktorów tego teatru - splecionych w jedno z lalką - wyjaśnia Justyna Kucharczyk, która prowadzi zajęcia ze studentami pracującymi nad projektami. Sama z największym sentymentem wspomina przepiękny neon kina Rialto. - Neon to nie tylko reklama, ma swoją szlachetność i duszę, budzi pozytywne emocje. Może być traktowany jako forma sztuki - podkreśla.
Waldemar Bojarun, rzecznik magistratu, też pamięta z dzieciństwa rozświetlone neonami Katowice. - W hali sportowej huty Baildon były neony ruchome - piłka przelatywała nad siatką, wpadała do kosza - wspomina. Urzędnicy, nie tylko przez sentyment, zamierzają wspierać ten pomysł. - To nie tylko sposób na upiększenie centrum. Każdy element świetlny podnosi poziom bezpieczeństwa - wyjaśnia Bojarun. Magistrat zamierza sfinansować neon na Centrum Informacji Turystycznej. Stowarzyszenie rozmawia ze sponsorami, którzy mogliby pomóc zrealizować kolejne projekty. - Żeby akcja zyskała rozmach, muszą się do niej przekonać prywatni przedsiębiorcy i właściciele budynków - dodaje rzecznik.
Iwona Sobczyk
Powrót neonów
W czasach PRL Katowice uchodziły za najlepiej oświetlone miasto w Polsce. Jest szansa, że pierwszy, nowy neon pojawi się w tym roku na Rynku
Pójdziemy sobie spacerkiem do Ronda, wśród neonów i gwiazd, nasze miasto nocą wygląda pięknie jak żadne z miast - śpiewał przed laty Jerzy Połoński, aktor i kabareciarz, opiewając błyskające neonami Katowice. Stolica województwa w czasach PRL nazywana było miastem tysiąca neonów i najlepiej oświetlonym miastem w Polsce. Gdy zmieniły się technologie oświetlania, neony zastąpiły tańsze podświetlane kasetony i billboardy.
Jest pomysł, aby (już bez politycznej propagandy oczywiście!) wprowadzić do miasta neony. Z taką inicjatywą wyszło Stowarzyszenie Moje Miasto.
- Impulsem był między innymi pomysł stworzenia muzeum neonów w Warszawie. O neonach coraz częściej się mówi, próbuje się skatalogować te, które istnieją - opowiada Dominik Tokarski z SMM.
Neony miały w sobie niepowtarzaną magię, która bije z widokówek i archiwalnych zdjęć miasta. Dziś w Katowicach świecą nad Światem Książki przy ul. Korfantego, restauracją City Rock na Sokolskiej, na Cinema City Punkt 44 przy ul. Gliwickiej. Kiedyś miasto tonęło w świetle neonów. Neony świeciły na Zenicie, Państwowych Domach Towarowych, Delikatesach PSS Społem, Supersamie, na kinach, domach mody.
- Pamiętam neon na nieistniejącej już hali huty Baildon z piłką wpadającą do kosza - wspomina Dominik.
W tym tygodniu odebrał z Akademii Sztuk Pięknych gotowe projekty trzech pierwszych neonów, które zostałyby zainstalowane na Centrum Informacji o Mieście przy Rynku, na kinie Światowid i Teatrze Ateneum.
- Reklamy neonowe są szlachetne, stylowe i mają swoją tradycję. Tworzą nocą w mieście barwną, wesołą przestrzeń. Ta technologia dziś się rozwija i jest powszechnie wykorzystywana - mówi Justyna Kucharczyk, prowadząca zajęcia w ASP, gdzie studenci podczas zajęć wykonywali projekty nowych neonów.
Pomysł podobał się Waldemarowi Bojarunowi, rzecznikowi katowickiego urzędu miasta. - Większy neon mógłby nawet być elementem promującym miasto. Może mogłoby to być nowe logo Katowic - zastanawia się rzecznik. Podkreśla też, że każdy element oświetlenia wpływa pozytywnie nie tylko na estetykę miejsca, ale też na bezpieczeństwo mieszkańców.
W tym tygodniu rzecznik miał obejrzeć gotowe projekty, ale już we wstępnych rozmowach z inicjatorami przedsięwzięcia zadeklarował, że miasto mogłoby w tym roku sfinansować pierwszy neon na CIT.
- Nie mamy jeszcze ostatecznego kosztorysu, ale chciałbym, żeby koszt zamknął się w 10 tysiącach złotych - mówi Dominik. Stowarzyszenie prowadzi też rozmowy z Polskim Koncernem Energetycznym na temat sponsoringu kolejnych neonów.
Katarzyna Wolnik - POLSKA Dziennik Zachodni
ECHO MIASTA
Neonowe Katowice
2009.01.15
Studenci ASP, na prośbę Stowarzyszenia Moje Miasto, zaprojektowali neony dla Katowic. My pokazujemy je jako pierwsi.
Mieszkańcy do dziś z sentymentem wspominają, jak w PRL-u Katowice nazywano miastem neonów, układano nawet o nich piosenki. Neony oświetlały główne ulice w centrum i zakłady pracy, od szewca po Hutę Baildon. Stowarzyszenie Moje Miasto chce, by neony wróciły do Katowic. - Bo są ciepłe, ludzie wciąż kojarzą z nimi Katowice, a teraz mogłyby się stać charakterystycznym elementem i wyróżnikiem miasta - tłumaczy Dominik Tokarski, pomysłodawca akcji.
CIoM na początek
Stowarzyszenie zaproponowało, by na początek neony zaświeciły na budynkach użyteczności publicznej, należących do miasta. Tym tropem mogliby pójść później właściciele prywatni. - Świetny pomysł. Możemy sfinansować pierwszy neon na Centrum Informacji o Mieście - zapewnił Waldemar Bojarun, rzecznik magistratu. Po takiej deklaracji do pracy przystąpili studenci IV roku wzornictwa ASP w Katowicach, które bez wahania wsparło akcję. - Neony to taka sympatyczna twarz ulicy miejskiej, są pozytywnie odbierane i szlachetniejsze od szyldów. Budzą skojarzenia z metropolią, miastem tętniącym życiem. Stanowią przy tym połączenie przeszłości z zupełnie nowoczesnym podejściem do reklamy - mówi Justyna Kucharczyk, wykładowca ASP. Są już pierwsze efekty pracy studentów: powstały projekty neonów dla CIoM, Teatru Ateneum i Kina Światowid, niektóre mają nawet kilka wersji.
Napis budzi skojarzenia
Ciekawie wyglądałby czerwony napis Ateneum projektu Agaty Szewczyk. Zwraca uwagę charakterystyczny, nietypowy sposób, w jaki połączono litery.
- Neon powinien być charakterystyczny. Dobrze by było, żeby miał też warstwę symboliczną. W tym przypadku sam napis też ma swoje uzasadnienie. Jedna litera jakby trzyma drugą, a to dobre przeniesienie idei pracy z kukłą przez aktora w teatrze - mówi Justyna Kucharczyk.
Dla Światowida Małgorzata Toma zaproponowała kolorowy napis i taśmę filmową w klimacie "starego kina". Centrum Informacji o Mieście z kolei mogłoby zyskać neon w kształcie "nitki", która migającymi strzałkami prowadzi do celu. Marta Tuszkiewicz zaproponowała dwa rozwiązania: w kolorze czerwonym albo żółto-niebieskim (kolory Katowic). Teraz pomysły studentów ocenią urzędnicy. Ostateczna decyzja powinna być wypadkową ich wyboru, ale też sugestii i pomysłów Stowarzyszenia Moje Miasto i ASP. "Echo Miasta" będzie nadal kibicować tej akcji i śledzić jej postępy.
Wioleta Niziołek
ECHO MIASTA
Ulica jak wyrzut sumienia
Od lat wiele mówi się o przebudowie centrum miasta. Plany Katowic sięgają Spodka z jednej strony i ulicy Dworcowej z drugiej. Nie mówi się za to o ulicy 3 Maja, historycznym deptaku, dzisiaj zapomnianym i zaniedbanym
Na szczęście nie przez wszystkich. Stowarzyszenie Moje Miasto kilka dni temu złożyło w sekretariacie prezydenta Piotra Uszoka apel. - Ulica 3 Maja w swym obecnym kształcie nie przystaje do standardów estetycznych, jakich można by oczekiwać od jednej z głównych ulic centrum Katowic - napisali. Chcą, żeby przy okazji remontu torowiska, zaplanowanego przez Tramwaje Śląskie na rok 2010, zrewitalizowano całą ulicę i zapewniono na to pieniądze w budżecie.
Naturalny deptak
Na razie miasto dużym nakładem sił i środków wyremontowało ulicę Mariacką, która w założeniu ma się stać reprezentacyjnym deptakiem i salonem Katowic. Co z tego, jeśli to 3 Maja od dziesięcioleci naturalnie spełnia tę rolę?
- Wystarczy zobaczyć, gdzie przebywają ludzie. Ulica 3 Maja zawsze była i będzie główną ulicą w Katowicach, a wygląda źle. Ludzie, którzy wysiadają na Dworcu Głównym, na jej podstawie wyrabiają sobie pierwszą opinię o mieście, a jaka one jest, każdy wie - mówi Łukasz Brzenczek, prezes Stowarzyszenia Moje Miasto.
W apelu do prezydenta Stowarzyszenie podkreśla, że estetyka ul. 3 Maja powinna odpowiadać standardom, jakich oczekuje się od miasta o ambicjach metropolitalnych. Jako uzupełnienie załączyli płytę CD z materiałami, które mają być dobrym przykładem i inspiracją dla Katowic.
Bezpiecznie, ale brzydko
Te dobre przykłady to podobne ulice, spełniające rolę reprezentacyjnych deptaków w takich miastach, jak: Brno, Montpellier, Nicea czy Orlean. Klub Miłośników Transportu Miejskiego z Chorzowa dla SMM opracował też analizę techniczną torowiska na 3 Maja. Torowisko ma być wykonane w technologii jak na ulicy Gliwickiej, czyli na żelbetowych płytach. - To jest może bezpieczne, ale nie wygląda dobrze, zwłaszcza na głównej ulicy w mieście - zwraca uwagę Brzenczek. W analizie zaproponowano bardziej estetyczną technologię. - Można by położyć jednakową, granitową nawierzchnię na całym deptaku - zapewnia Brzenczek. Zdaniem SMM sama zmiana nawierzchni na jednorodną diametralnie odmieni ulicę, a zieleń i mała architektura dopełnią reszty.
Jesteśmy za!
Stowarzyszenie Moje Miasto udowodniło już, że zależy im na Katowicach i są skuteczni. Efektem ich działań ma być m.in. zaplanowana w przyszłym roku przebudowa placu przy ulicy Sokolskiej. Raz już przekonali prezydenta do swojej wizji, jak będzie tym razem? Co dalej z ulicą 3 Maja, czytaj w kolejnych numerach "Echa Miasta".
Wioleta Niziołek
Marzenia o deptaku
Jedna z centralnych ulic Katowic - 3-go maja - ma szansę zyskać europejski blask. Na razie ma go wyłącznie na papierze. Według planów w 2010 roku wizje zostaną przekute w czyn. Czy piękne centrum Katowic to tylko marzenie?
Żeby było trochę zieleni. Bo u nas brak zieleni - Bolesław Olbrych, który w Katowicach mieszka już kilkadziesiąt lat, o przedstawieniu swojego projektu władzom miasta nigdy nie myślał. Członkowie Stowarzyszenia "Moje Miasto" wręcz przeciwnie. Do 2010 roku mają tu być nowe tory i nowa nawierzchnia. Ale przydałoby się coś więcej. Zależało by nam na tym, żeby zadbano o kwestie estetyczne. Te dwie sprawy się nie wykluczają tak naprawdę i chcielibyśmy, żeby o to zadbano. Ulica sama z siebie predystynuje do tego, żeby być deptakiem. Reprezentacyjnym deptakiem w centrum miasta. - mówi Łukasz Brzenczek, członek Stowarzyszenia.
Ich projekt powstał w kilka tygodni. Parę kosmetycznych zmian pozwoliło praktycznie zupełnie zmienić wizerunek ulicy.
Jeden z twórców obecnego krajobrazu Katowic, architekt Henryk Buszko, przypomina, że ta ulica jest jednym z niewielu zabytków w mieście. Było to jedno z pierwszych założeń urbanistycznych Katowic: Ulica trzeciego maja powinna być uhonorowana jako to pierwsze centrum. Co to znaczy centrum? W tym centrum się dzieją takie rzeczy jak sklepy, kawiarnie restauracje.
Władze miasta projektu stowarzyszenia jeszcze nie widziały. Zobaczą niebawem. Tutaj w centrum wiele będzie się jeszcze działo więc zainteresowanie mieszkańców potwierdza dobry kierunek przyjęty przez władze miasta przebudowy śródmieścia. A same pomysły postaramy się przynajmniej przeanalizować i być może wykorzystać przy przebudowie śródmieścia - mówi Waldemar Bojarun, UM Katowice.
A pomysłów nie brakuje. Czasem wystarczy pusta kartka papieru, by odczarować jakieś miejsce. Na razie widok śródmieścia pozostawia wiele do życzenia. I nawet świąteczne dekoracje tego nie zmienią.
Deptak na 3 Maja?
Katowicka ulica 3 Maja atrakcyjnym deptakiem miejskim? Dlaczego nie. Wyobraźmy sobie, że zamiast samochodów stoją tu ławki, na których można usiąść, by odpocząć w cieniu drzew po wyjściu ze sklepu.
Dużo mówi się o przebudowie centrum Katowic, ale w planach nie ma ani słowa o ulicy, która jest przecież wizytówką miasta. Trafiają tu turyści zaraz po wyjściu z dworca PKP, a codziennie 3 Maja przechodzą tysiące mieszkańców regionu. Widzą zniszczone torowisko i pełen dziur asfalt.
- Wszyscy narzekają na tramwaje w centrum, ale wcale nie jest to wielki problem. Jest wiele reprezentacyjnych deptaków w różnych miastach świata, przez które przejeżdża tramwaj, tak jest na przykład w Brnie, Nicei czy Orleanie - wylicza Łukasz Brzenczek, prezes Stowarzyszenia Moje Miasto. Niedawno stowarzyszenie wystosowało do prezydenta Katowic, Piotra Uszoka apel. Zauważa w nim, że ulica 3 Maja w swym obecnym kształcie nie przystaje do standardów estetycznych jakich można by oczekiwać od jednej z głównych ulic centrum Katowic. %07- Planowana przebudowa torowiska tramwajowego w ciągu tej ulicy staje się zatem doskonałą okazją do jej rewitalizacji - przekonuje Brzenczek.
Stowarzyszenie apeluje, aby w projekcie budżetu na 2010 rok uwzględniono także środki na estetyczną stronę przedsięwzięcia pod nazwą "Modernizacja torowiska na odcinku plac Wolności do katowickiego Rynku". Do pisma załączyło płytę CD z materiałami, które mogą stanowić dobry przykład i inspirację także dla Katowic. Znajduje się tu m.in. wizualizacja ulicy 3 Maja po rewitalizacji.
Planowana przez Tramwaje Śląskie modernizacja oparta jest o technologie torowiska na płytach żelbetowych. - Takie rozwiązanie zastosowano na ulicy Gliwickiej. Jest ono dobre technicznie, ale ma niskie walory estetyczne. Szare płyty nie przystoją reprezentacyjnemu deptakowi. Poza tym zastosowanie takiej technologii nie jest konieczne w przypadku ulicy stanowiącej trakt pieszy wyłączony z ruchu samochodowego - tłumaczy Brzenczek.
Stowarzyszenie proponuje wykonanie torowiska w technice opartej na podbudowie płyty betonowej lub w technologii podlewu ciągłego. To jedne z nowoczesnych systemów konstrukcji, stosowanych w wielu polskich i zagranicznych miastach. Przy tego typu torowiskach można zastosować dowolną nawierzchnię, np. kostkę brukową.
Członkowie Stowarzyszenia Moje Miasto udowodnili już, że potrafią działać skutecznie. Dzięki ich zabiegom ma być przebudowany plac przy ul. Sokolskiej.
Stowarzyszenie nie otrzymało jeszcze odpowiedzi od prezydenta. W telefonicznej rozmowie z Brzenczkiem, prezydent Piotr Uszok, zasygnalizował jedynie, że może być problem z realizacją projektu, jeżeli wcześniej będzie przebudowywany dworzec. Ciężki sprzęt nie będzie mógł jeździć po nawierzchni z kostki brukowej.
Powrót neonów
W czasach PRL Katowice uchodziły za najlepiej oświetlone miasto w Polsce. Jest szansa, że pierwszy, nowy neon pojawi się w tym roku na Rynku
Pójdziemy sobie spacerkiem do Ronda, wśród neonów i gwiazd, nasze miasto nocą wygląda pięknie jak żadne z miast - śpiewał przed laty Jerzy Połoński, aktor i kabareciarz, opiewając błyskające neonami Katowice. Stolica województwa w czasach PRL nazywana było miastem tysiąca neonów i najlepiej oświetlonym miastem w Polsce. Gdy zmieniły się technologie oświetlania, neony zastąpiły tańsze podświetlane kasetony i billboardy.
Jest pomysł, aby (już bez politycznej propagandy oczywiście!) wprowadzić do miasta neony. Z taką inicjatywą wyszło Stowarzyszenie Moje Miasto.
- Impulsem był między innymi pomysł stworzenia muzeum neonów w Warszawie. O neonach coraz częściej się mówi, próbuje się skatalogować te, które istnieją - opowiada Dominik Tokarski z SMM.
Neony miały w sobie niepowtarzaną magię, która bije z widokówek i archiwalnych zdjęć miasta. Dziś w Katowicach świecą nad Światem Książki przy ul. Korfantego, restauracją City Rock na Sokolskiej, na Cinema City Punkt 44 przy ul. Gliwickiej. Kiedyś miasto tonęło w świetle neonów. Neony świeciły na Zenicie, Państwowych Domach Towarowych, Delikatesach PSS Społem, Supersamie, na kinach, domach mody.
- Pamiętam neon na nieistniejącej już hali huty Baildon z piłką wpadającą do kosza - wspomina Dominik.
W tym tygodniu odebrał z Akademii Sztuk Pięknych gotowe projekty trzech pierwszych neonów, które zostałyby zainstalowane na Centrum Informacji o Mieście przy Rynku, na kinie Światowid i Teatrze Ateneum.
- Reklamy neonowe są szlachetne, stylowe i mają swoją tradycję. Tworzą nocą w mieście barwną, wesołą przestrzeń. Ta technologia dziś się rozwija i jest powszechnie wykorzystywana - mówi Justyna Kucharczyk, prowadząca zajęcia w ASP, gdzie studenci podczas zajęć wykonywali projekty nowych neonów.
Pomysł podobał się Waldemarowi Bojarunowi, rzecznikowi katowickiego urzędu miasta. - Większy neon mógłby nawet być elementem promującym miasto. Może mogłoby to być nowe logo Katowic - zastanawia się rzecznik. Podkreśla też, że każdy element oświetlenia wpływa pozytywnie nie tylko na estetykę miejsca, ale też na bezpieczeństwo mieszkańców.
W tym tygodniu rzecznik miał obejrzeć gotowe projekty, ale już we wstępnych rozmowach z inicjatorami przedsięwzięcia zadeklarował, że miasto mogłoby w tym roku sfinansować pierwszy neon na CIT.
- Nie mamy jeszcze ostatecznego kosztorysu, ale chciałbym, żeby koszt zamknął się w 10 tysiącach złotych - mówi Dominik. Stowarzyszenie prowadzi też rozmowy z Polskim Koncernem Energetycznym na temat sponsoringu kolejnych neonów.
Katowice rozświetlone neonami jak Las Vegas
W latach 60. i 70. Katowice nazywano miastem neonów. Stowarzyszenie Moje Miasto chce wrócić do tej tradycji. Pierwszy neon, zaprojektowany przez studentów ASP i sfinansowany przez miasto, ma zawisnąć w tym roku na elewacji Centrum Informacji Turystycznej przy Rynku.
"Pójdziemy sobie spacerkiem do ronda, wśród neonów i gwiazd, nasze miasto nocą wygląda pięknie jak żadne z miast" - śpiewał kilkadziesiąt lat temu katowicki aktor Jerzy Połoński. Katowice pod względem liczebności neonów biły wtedy na głowę wszystkie inne polskie miasta. Prawie każdy sklepik, nie mówiąc już o dużych domach handlowych, mógł się pochwalić taką reklamą.
- Pamiętam świecący imbryczek pykający parą na rogu 3 Maja i Stawowej, i zielony napis "Frykasy" na elewacji jednej z kamienic przy pl. Szewczyka. Jeszcze w latach 90. działały neony na dworcu kolejowym, świeciło się logo PKP i napisy na peronach - mówi Dominik Tokarski ze stowarzyszenia Moje Miasto, pomysłodawca akcji ponownego rozświetlenia Katowic neonami.
Do naszych czasów z dawnej świetności ocalało niewiele. Niektóre zepsute i zapomniane neony rozmontowali złomiarze, inne zostały zdjęte podczas remontów elewacji. Firmy, którym kiedyś służyły jako reklamy, już nie istnieją.
- Między innymi dlatego nocą centrum miasta wydaje się martwe. Świecące i migające neony dodawały przestrzeni ciepła, klimatu i witalności - mówi Tokarski. Zbiera dokumentację dotyczącą starych katowickich neonów. Wiele z nich to przykład świetnej polskiej szkoły wzornictwa tamtych lat. Dziś na ich miejscu wiszą seryjnie produkowane plastikowe szyldy. - Wszystkim się wydaje, że nad sklepem można sobie wywiesić byle szmatę. Przestrzeń publiczna jest zaśmiecona, bo zanikła świadomość i poczucie odpowiedzialności za nią - wzdycha Tokarski.
O to, żeby nowe neony dorównywały wcześniejszym stylowością, mają zadbać studenci wzornictwa Akademii Sztuk Pięknych. Gotowe są już wstępne koncepcje świecących reklam dla Centrum Informacji Turystycznej, teatru Ateneum i kina Światowid. Pierwszy budynek mógłby upiększyć umieszczony na rogu drogowskaz (projekt Julii Czingoń) albo opasujące fasadę strzałki, migające naprzemiennie, wskazujące na literę "i" (pomysł Marty Tuszkiewicz). Oba neony byłyby utrzymane w niebiesko-żółtej kolorystyce, odwołującej się do nowego logo miasta.
Przy bramie wiodącej do Światowida zawiśnie być może neon przestawiający Marilyn Monroe i Chaplina albo wykorzystujący nazwę kina i motyw taśmy filmowej. Najbliżej ostatecznej wersji jest neon Ateneum. Według projektu Agaty Szewczyk na fasadzie mają zostać umieszczone czerwone, splecione ze sobą litery nazwy. - Logotyp nawiązuje do sposobu pracy aktorów tego teatru - splecionych w jedno z lalką - wyjaśnia Justyna Kucharczyk, która prowadzi zajęcia ze studentami pracującymi nad projektami. Sama z największym sentymentem wspomina przepiękny neon kina Rialto. - Neon to nie tylko reklama, ma swoją szlachetność i duszę, budzi pozytywne emocje. Może być traktowany jako forma sztuki - podkreśla.
Waldemar Bojarun, rzecznik magistratu, też pamięta z dzieciństwa rozświetlone neonami Katowice. - W hali sportowej huty Baildon były neony ruchome - piłka przelatywała nad siatką, wpadała do kosza - wspomina. Urzędnicy, nie tylko przez sentyment, zamierzają wspierać ten pomysł. - To nie tylko sposób na upiększenie centrum. Każdy element świetlny podnosi poziom bezpieczeństwa - wyjaśnia Bojarun. Magistrat zamierza sfinansować neon na Centrum Informacji Turystycznej. Stowarzyszenie rozmawia ze sponsorami, którzy mogliby pomóc zrealizować kolejne projekty. - Żeby akcja zyskała rozmach, muszą się do niej przekonać prywatni przedsiębiorcy i właściciele budynków - dodaje rzecznik.
Katowice znów będą miastem neonów?
Jeszcze w latach 70. XX wieku Katowice były miastem neonów. Dziś sklepy i punkty usługowe zdobią bezstylowe szyldy z plastiku. Jest nadzieja, że miasto wróci do swej neonowej sławy...
Katowice polskim Las Vegas? Na pewno nie dziś, ale być może w przyszłości. A na pewno w przeszłości, w czasch PRL-u, w erze neonów, które przystrajały fasady wielu budynków, głównie sklepów i domów handlowych. Takiej ich liczby nie było w żadnym innym polskim mieście. Na nieistniejącej już hali sportowej Huty Baildon umiejscowiono pamiętny ruchomy neon z piłką wpadającą do kosza. Inne znajdowały się np. na Zenicie czy Delikatesach PSS Społem, ale poznikały. Nieliczne dzisiejsze przykłady to neony na restauracji City Rock czy kinie Cinema City Punkt 44. Jest pomysł aby powróciły, zajmuje się tym Stowarzyszenie Moje Miasto.
- Katowice miały kiedyś sporo neonów, dziś zastąpiły je tandetne plastikowe szyldy reklamowe. Ale wydaje nam się, że można to zmienić. To kwestia pewnej świadomości i poczucia estetyki ogólnie w społeczeństwie - mówi pomysłodawca akcji Dominik Tokarski, ze Stowarzyszenia Moje Miasto.
Pomysł przypadł już do gustu katowickiemu magistratowi. - Na neony patrzymy bardzo dobrze. Ja jestem zwolennikiem takich pomysłów. Nie tylko sam pomysł mi się podoba, ale również nawiązanie do lat 70. XX wieku, kiedy tych neonów było tu naprawdę mnóstwo - mówi MM Silesii Waldemar Bojarun, rzecznik katowickiego magistratu.
- W Katowicach były piękne neony. Na przykład na ulicy 3 Maja, na budynku Domu Handlowego Kmicic. To było rewelacyjne. Żeby ta akcja nabrała rozmachu miasto musi się w nią włączyć, jesteśmy tym zainteresowani. Pierwszy neon zostanie wykonany za pieniądze miejskie (zaprojektowany został przez studentów Akademii Sztuk Pięknych) na fasadzie siedziby Centrum Informacji Turystycznej - dodaje Bojarun.
Miasto myśli również o innych lokalizacjach, np. teatrze Ateneum czy kinie Światowid. Wstępne koncepcje są już gotowe, opracowane zostały przez studentów wzornictwa Akademii Sztuk Pięknych. Jeden z projektów dla CIT-u przedstawia drogowskaz, umiejscowiony na rogu budynku, utrzymany w niebiesko-żółtej, czyli katowickiej, kolorystyce.
Być może właściciele nieruchomości chcący włączyć się w akcję zostaną potraktowani preferencyjnie. W jaki sposób miasto mogłoby ich zachęcić?
- Mogłoby to działać na podobnej zasadzie co uchwalona kilka lat temu uchwała o współfinansowaniu remontów elewacji. Miasto zyskiwało odremontowane elewacje w zamian za rezygnację z opłat podatkowych przez jakiś okres czasu. To funkcjonuje sprawnie do dzisiaj - mówi Bojarun.
- Zdajemy sobie sprawę, że jeden neon świata nie zmieni, ale gdy pojawi się ich np. 20 to już stworzy zupełnie nowy klimat. Dziś ta technologia nie jest już tak droga jak kiedyś, kiedy specjalnie gięte neonówki kosztowały sporo - uważa Bojarun.
- Najważniejsze żeby urząd miasta wystawił swój neon na budynku Centrum Informacji o Mieście. Na tym przykładzie będziemy mogli oszacować m.in. koszty produkcji takiego neonu, jak długo trwa produkcja i wtedy ruszamy z akcją na szerszą skalę. Niech ten neon będzie "neonem pilotażowym" - mówi Tokarski.
Projekt neonu dla Centrum Informacji o Mieście jest już gotowy. Kiedy zostanie zamontowany? Jak zwykle, gdy chodzi o podanie konkretnego terminu, miasto nabiera wody w usta.
Neonowa Marylin Monroe
Na przełomie kwietnia i maja, Katowice rozbłysną pierwszymi neonami. Na początek neon pojawi się na Centrum Informacji o Mieście przy Rynku i na Teatrze Ateneum. Do wakacji ozdobą kina Światowid ma stać się świecąca Marylin Monroe w powiewającej do góry sukience ze słynnej sceny z filmu "Słomiany wdowiec".
- Mamy już gotowe projekty, które powstały w Akademii Sztuk Pięknych - mówi Dominik Tokarski ze Stowarzyszenia Moje Miasto, które wymyśliło akcję. Wiadomo już, że miasto sfinansuje ich pilotażowy projekt.
Stolica województwa w czasach PRL nazywana była miastem tysiąca neonów. Świeciły na Zenicie, Państwowych Domach Towarowych, Delikatesach PSS Społem, Supersamie, kinach, domach mody. Gdy zmieniły się technologie, pojawiły się tańsze podświetlane kasetony i billboardy. Dziś w Katowicach neony świecą nad Światem Książki przy ul. Korfantego, restauracją City Rock na Sokolskiej, na Cinema City Punkt 44 przy ul. Gliwickiej. Moje Miasto chce, aby w przyszłości neony pojawiły się też w innych miejscach Katowic, ale do tego potrzebni są sponsorzy.
O dziwo kiczowaty hotel gościom się podoba
Kolorki, uskoki, kolumienki, drewniane panele, przeszklenia, stalowe daszki, a to wszystko pomieszczone w jednym budynku. Stowarzyszenie Moje Miasto nie doceniło zaoferowanego przez projektantów bogactwa i nominowało hotel PiK w Mikołowie do Betonowej Kostki
Jeśli uznać, że prawdziwa sztuka powinna skłaniać do myślenia, to hotel PiK w Mikołowie jest dziełem sztuki. Refleksja zrodzona z kontemplacji tego budynku może być taka: w architekturze obowiązują inne zasady niż w kuchni. Kreatywna jednostka może ugotować smaczną potrawę z resztek znalezionych w lodówce. Jeśli architekt bierze się do mieszania wszystkiego, co ma pod ręką, efekty są straszne. - Generalnie nie wiadomo o co chodzi, brakuje w tym projekcie myśli przewodniej. To po prostu przekombinowane - mówi Łukasz Kuś ze Stowarzyszenia Moje Miasto.
PiK świetnie oddaje bogactwo asortymentu firm produkujących materiały budowlane. Liczne kolumienki z surowego betonu dostawione zostały do elewacji, na której wykorzystano... wszystko. Nie wystarczyło drewno w kilku odcieniach. Jest szkło, raz przezroczyste, raz mlecznoniebieskie i stalowe żaluzje. Na elewację wspięła się kostka brukowa. Projektant pamiętał też o tak bliskich sercu wielu rodaków białych płytach przypominających siding i połaciach blachy falistej. Za szkłem kryjącym klatkę schodową czeka kolejne zaskoczenie - zawieszone między poziomami schodów sznurkowe siatki jakby prosto z sali gimnastycznej.
Betonowa Kostka za powrót do socjalizmu?
Budynek składa się ze ścian i dachu. Powinien też mieć okna i drzwi. Na tym w zasadzie poprzestali projektanci nowych budynków Katowickiej Spółdzielni Mieszkaniowej na Zawodziu. Stowarzyszenie Moje Miasto uznało, że to nie minimalizm, tylko naśladowanie najlepszych wzorców socjalistycznej zabudowy i nominowało bloki do antynagrody Betonowej Kostki
Już niebawem Stowarzyszenie Moje Miasto wręczy po raz trzeci Betonową Kostkę. Antynagrodę odbiorą osoby odpowiedzialne za powstałe ostatnio najbrzydsze budynki, najgłupiej przeprowadzone modernizacje lub decyzje, które uczyniły miejską przestrzeń katowickiej aglomeracji mniej przyjazną. W poprzednich edycjach "wygrały" zmodernizowane kino Kosmos i nowa hala sportowa w Szopienicach. Są już pierwsze kandydatury do kolejnej Kostki. Będziemy przedstawiać najciekawsze z nich. Dziś nowe budynki Katowickiej Spółdzielni Mieszkaniowej na Zawodziu przy ul. Bohaterów Monte Cassino.
Zamieszkały jest na razie jeden z nich, dwa bliźniaczo podobne są na ukończeniu. - Aż trudno uwierzyć, że coś takiego powstało! Te trzy kloce to wierne naśladownictwo bloków z lat 70. - krzywi się Dominik Tokarski ze stowarzyszenia. O pojawieniu się architektonicznego potwora donieśli nieszczęśliwi mieszkańcy dzielnicy. Do tej pory w okolicy szło ku dobremu, głównie dzięki rozsądnej polityce rozbudowującego się tutaj katowickiego TBS-u, który projekty kolejnych etapów swoich Bulwarów Rawy wybierał w konkursach architektonicznych. Bloki KSM stanęły przy słynnym okrąglaku - wielkim budynku mieszkalnym autorstwa Biura Projektów Architektonicznych Pallado i Skupin, uznanym za polską "Budowę Roku 2003". Wielki gmach ułożony w kształt podkowy okalał dobrze utrzymany skwerek i plac zabaw. Teraz skwerek i plac są w cieniu nowych bloków KSM-u. - A już najlepsze w tych blokach jest ich wykonanie - pojawiający się grzyb, przeciekające w niezidentyfikowanym miejscu rury, rdzewiejące kratki przed wejściem itp. Wszystko rodem z PRL-u. Do tego marnotrawstwo powierzchni wewnątrz, czyli klatka schodowa wraz z korytarzem wielkości naprawdę sporej kawalerki - skarżyli się stowarzyszeniu internauci. Sprawdziliśmy. Zardzewiała kratka jest! Zaprojektowana z rozmachem klatka schodowa jest! A na ścianie klatki grzyb. - Moim zdaniem budynek nie jest brzydki, ale to prawda, chyba raczej nie powinien być w takim kiepskim stanie - wzdycha spotkana przy drzwiach mieszkanka bloku.
Superbohater nagrodzi architektów betonem
Rozpoczyna się kolejna edycja Betonowej Kostki. To antynagroda dla osób odpowiedzialnych za psucie przestrzeni publicznej paskudnymi budynkami. Trzecia edycja zapowiada się zaskakująco, bo organizatorzy stwierdzili, że w aglomeracji prawie nic się nie buduje. Sporą szansę na nagrodę mają więc autorzy zaniechań i zniszczeń.
rchitekci, urzędnicy i właściciele nieruchomości powinni zacząć się oglądać za siebie. Nikt już nie jest bezpieczny. Być może już skrada się w ich stronę superbohater Metan z brukową kostką w dłoni? Jak przystało na superbohatera, nie uderzy znienacka. Spojrzy za to złoczyńcy w oczy, wręczy mu kostkę i poprosi o poprawę. - Kostka to przestroga, że społeczeństwo patrzy, wyciąga wnioski i jest w stanie piętnować osoby odpowiedzialne za psucie przestrzeni publicznej - mówi Metan.
Betonowa Kostka to symbol finezji, z jaką jej zdobywcy podchodzą do projektowania, znak wszystkiego co najgorsze we współczesnej architekturze. Zostanie wręczona już po raz trzeci. Plebiscyt wymyśliło stowarzyszenie Moje Miasto. Co roku zwycięża w nim najgorsza realizacja architektoniczna ostatniego roku. Do tej pory Kostkę odebrało Centrum Sztuki Filmowej w Katowicach, które po modernizacji wygląda jak połączenie pływalni i dużego garażu, oraz żółto-niebieski hangar nowej hali sportowej w Szopienicach .
Stowarzyszenie ma już pierwszych kandydatów do tegorocznej nagrody. Ale łatwo nie było. - Nie ma z czego wybierać, bo prawie nic się u nas nie buduje - mówi Dominik Tokarski z Mojego Miasta. Do antynagrody aktywiści postanowili więc nominować kilka antydziałań.
I tak kostkę dostać może właściciel starego dworca PKP w Katowicach. - On czeka na ruch miasta, a miasto na niego, a jak się wjeżdża do Katowic pociągiem z tej strony, to można się przestraszyć. Dworzec powinien błyszczeć jak poznański Stary Browar i generować ruch w centrum - mówi Tokarski.
Na wizytę Metana mogą również liczyć osoby odpowiedzialne za rozebranie Elki w WPKiW i likwidację linii tramwajowej, po której kursowała "12". Na nominację zasłużyły też władze Gliwic, które najpierw ogłosiły plany stworzenia nowoczesnego centrum miasta, a potem pozwoliły, by powstał tam blaszany market. Stowarzyszenie doceniło też kreatywność projektantów hotelu PIK w Mikołowie, którzy postawili sobie za cel stworzenie urozmaiconej bryły i nie wiedzieli, kiedy przestać.
Zwycięzcę wybierze jury. Wiadomo już, że obok niezastąpionego Metana zasiądzie w nim Adrian Chorębała, menedżer Ronda Sztuki. Gest trzeba docenić, bo Rondo niedługo po swoim powstaniu zostało przez okrutnych w swej szczerości katowiczan ochrzczone półdeklem i nominowane do Betonowej Kostki.
Moje Miasto czeka na kolejne propozycje od mieszkańców aglomeracji. Informacje o gniotach, które obrzydzają nam miejską przestrzeń, można przysyłać na adres iwona.sobczyk@katowice.agora.pl lub bezpośrednio do organizatorów na: michal.spadzinski@gkw24.pl. Propozycje można zgłaszać do połowy marca.
Przestrzeń przystanku nie służy "flirtowaniu"
Stoi na stacji lokomotywa... Problem polega na tym, że lokomotywa jest piękna i nowiutka, a stacja obskurna. Kiedy członkowie stowarzyszenia Moje Miasto zobaczyli przystanek Tychy Miasto, na którym zatrzymuje się superpociąg flirt, natychmiast nominowali peron i jego otoczenie do Betonowej Kostki.
Do flirta wsiadam w Katowicach. W środku jest ciepło, czysto i przestronnie. Męski głos informuje, na jaki przystanek pociąg właśnie podjeżdża. Zza szyby obserwuję kolejne stacje. Szyba jest nieporysowana, więc widać je lepiej. Szkoda, że widać?
Pod wpływem szoku wywołanego kontrastem piękna pociągu z paskudnym otoczeniem, członkowie stowarzyszenia Moje Miasto postanowili nominować ostatni przystanek Szybkiej Kolei Regionalnej, Tychy Miasto, do nagrody Betonowej Kostki.
Dlaczego akurat ten, skoro i inne nie grzeszą urodą? - Bo był czas na to, żeby przygotować go, jak należy, a jednak mamy prowizorkę - mówi Dominik Tokarski ze stowarzyszenia.
Niewykorzystywaną w ostatnich latach stację zaadaptowano specjalne na potrzeby nowego połączenia. Remont był raczej symboliczny. Na peronie, wielkim jak plac Defilad, straszą powykrzywiane płyty chodnikowe. Nie ma kasy ani tabliczki wskazującej, którędy i do jakiej ulicy można się dostać. Niepełnosprawny albo rodzic z wózkiem, którzy wcześniej jakimś cudem wsiedli do niskopodłogowego flirta, mogą jechać z powrotem: peron z obu stron kończy się wysokimi schodami prowadzącymi na kładki. Pod każdą z nich i na torach prawdziwy śmietnik. - Cała adaptacja polegała na tym, że postawiono wiatę, wyrwano chwasty spomiędzy płyt na peronie i wyremontowano kawałek kładki - mówi Tokarski.
Karol Trzoński, dyrektor Zakładu Linii Kolejowych w Katowicach, przypomina, że remont obejmował też ustawienie na peronie rzędu latarni i kamer monitoringu. Jest bezpieczniej, co nie zmienia faktu, że na stacji Tychy Miasto i tak można stracić zęby, jeśli nie patrzy się pod nogi. Wszystko przez to, że przy montowaniu oświetlenia ucierpiała nawierzchnia.
- Montowaliśmy je tuż przed uruchomieniem linii, nie zdążyliśmy z naprawą przed zimą. Obluzowane płyty chodnikowe poprawimy, jak tylko na dobre się ociepli - zapewnia Trzoński. Wyjaśnia, że wyremontowana kładka należy do miasta. Rdzą straszy ta z drugiej strony, kolejowa. PKP remontu w planach nie ma. - To byłoby wyrzucanie pieniędzy, bo tego przystanku w przyszłości nie będzie - wyjaśnia.
Wszystko dlatego, że do 2013 roku Tychy zamierzają wybudować trzy nowe przystanki: Tychy Lodowisko, Tychy Grota Roweckiego i Tychy Bielska. - Nimi na pewno będziemy mogli się chwalić - zapewnia Aleksandra Cieślik, rzeczniczka magistratu.
Stowarzyszenie ma obawy, czy linia pociągnie tak długo, choć miasto postarało się przecież o zsynchronizowanie rozkładów miejskiej komunikacji z pociągami oraz o wspólny bilet. - Gdyby było inaczej, tym pociągiem jeździłoby więcej osób. Za jakiś czas pewnie usłyszymy, że linia jest nierentowna. W pobliżu powinny być porządny parking i jeden duży przystanek, na który co chwilę podjeżdżałyby autobusy czy trolejbusy. Tak jest w niemieckich miastach i to się sprawdza - dodaje Tokarski.
Do Betonowej Kostki nominowane są w tym roku także bloki Katowickiej Spółdzielni Mieszkaniowej na Zawodziu, hotel PiK w Mikołowie, decyzja o likwidacji "elki" i odwlekany remont starego dworca w Katowicach.
Niszczyciele miejskiej przestrzeni nadal nie powinni spać spokojnie. Jeszcze przez kilka dni można przysyłać propozycje na adres michal.spadzinski@gkw24.pl i iwona.sobczyk@katowice.agora.pl. Rozstrzygnięcie plebiscytu pod koniec marca.